Rok 2026 został ustanowiony przez Senat RP „Rokiem Robotniczych Protestów Czerwca 1976”. Dokładnie pół wieku temu rozegrała się historia, która na stałe zapisała się w pamięci naszego społeczeństwa jako symbol niezłomności i robotniczej solidarności.

Cisza przed burzą i rybna dieta Islandii

W czasach PRL-u o cenach większości dóbr decydowano odgórnie. Gdy gospodarka oparta na zachodnich pożyczkach zaczęła drastycznie podupadać, ówczesne władze z Edwardem Gierkiem na czele zdały sobie sprawę, że ogromne podwyżki są nieuniknione. Zanim jednak ogłoszono bolesną decyzję, uruchomiono wielką machinę propagandową.

W mediach i prasie zaczęły pojawiać się teksty o światowym kryzysie, bezrobociu na Zachodzie i rosnących cenach żywności na świecie. Dochodziło do tak kuriozalnych sytuacji, w których gazeta „Trybuna Ludu” przekonywała, że Islandia doskonale radzi sobie z kłopotami żywnościowymi dzięki wprowadzeniu diety rybnej. Co więcej, Komitet Centralny partii zakazał nawet używania samego słowa „podwyżka”.

Wszystko stało się jasne 24 czerwca 1976 roku. Premier Piotr Jaroszewicz wystąpił w Sejmie z długim przemówieniem, które transmitowano na żywo w radiu i telewizji. Choć próbował ukryć najważniejsze fakty pod płaszczykiem opowieści o rosnącej produkcji, ludzie natychmiast wyłowili kluczową informację: ceny podstawowych artykułów miały wzrosnąć nawet o 70%. Dodatkowo społeczeństwo rozsierdził fakt, że zapowiedziane rekompensaty finansowe miały kwotowo najbardziej premiować tych, którzy zarabiali najwięcej. Premier zapowiedział, że nazajutrz odbędą się formalne rozmowy z partyjnym „aktywem”. Do żadnych dyskusji jednak nie doszło – następnego ranka przemówiła ulica.

Piątek, 25 czerwca: Robotniczy zryw

Od wczesnego rana 25 czerwca w kraju wybuchła masowa fala strajków. Ostatecznie do protestu przystąpiło ponad 80 tysięcy osób z co najmniej 112 zakładów pracy. Choć poruszenie ogarnęło wiele mniejszych ośrodków, to trzy miasta stały się głównymi arenami:

  • Radom: To tutaj atmosfera była najgorętsza. Ponad 20 tysięcy robotników z radomskich zakładów wyszło na ulice. W przypływie ogromnego gniewu demonstranci podpalili budynek Komitetu Wojewódzkiego rządzącej partii.
  • Ursus: Pracownicy tamtejszych Zakładów Mechanicznych wykazali się niezwykłą determinacją. Zablokowali kluczową, międzynarodową linię kolejową łączącą Warszawę m.in. z Górnym Śląskiem, którą transportowano węgiel do portów. Gdy próba przecięcia szyn palnikiem acetylenowym się nie powiodła, robotnicy po prostu rozkręcili torowisko, a w powstałą wyrwę zepchnęli lokomotywę, całkowicie zatrzymując ruch.
  • Płock: Do protestu dołączyła załoga Mazowieckich Zakładów Rafineryjnych i Petrochemicznych. Po popołudniowym wiecu robotnicy pomaszerowali pod gmach lokalnego komitetu partyjnego, gdzie doszło do obrzucenia budynku kamieniami.

Kapitulacja rządu i bolesny odwet

Wobec widma paraliżu całego kraju i lęku przed rozszerzeniem protestów, komunistyczne władze ugięły się jeszcze tego samego dnia. Wieczorem 25 czerwca zapadła decyzja o całkowitym wycofaniu się z planowanych podwyżek cen. Następnego dnia w prasie partyjnej nie wspomniano ani słowem o buncie w Radomiu czy Ursusie, udając, że rezygnacja z nowych cen to wynik „szerokich konsultacji społecznych”.

Robotnicy wygrali batalię ekonomiczną, ale aparat państwowy przygotował krwawą i bezwzględną zemstę. Do akcji wkroczyły wzmocnione siły milicji i oddziały ZOMO w ramach potajemnie przygotowywanej wcześniej „Operacji Lato 76”. Choć milicjantom celowo nie wydano broni palnej, pacyfikacja była niezwykle brutalna.

Zatrzymanych i przypadkowych ludzi poddawano torturom, zmuszając ich do przechodzenia przez tzw. „ścieżki zdrowia” – szpalery milicjantów bijących tłum pałkami. Wydarzenia te przyniosły również ofiary śmiertelne. W Radomiu zginęły dwie osoby przygniecione betonowymi płytami z przyczepy, którą spychano w stronę ZOMO. Milicja śmiertelnie pobiła także Jana Brożynę. Symbolem tamtych represji stał się również ks. Roman Kotlarz, proboszcz spod Radomia i duchowy przewodnik robotników, który został skatowany przez „nieznanych sprawców” i niedługo potem zmarł.

Wytoczono masowe procesy sądowe oparte na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej. Łącznie osądzono 272 osoby, a najwyższe wyroki sięgały nawet 10 lat więzienia. Tysiące ludzi wyrzucono z pracy, wręczając im „wilcze bilety”, które uniemożliwiały znalezienie jakiegokolwiek zatrudnienia.

Solidarność, która zmieniła bieg historii

Władza próbowała zagłuszyć wyrzuty sumienia, organizując masowe, reżyserowane wiece poparcia w całym kraju – na stadionie w Katowicach zgromadzono aż 200 tysięcy ludzi, a w Radomiu zmuszano uczestników do potępiania protestujących jako „warchołów” i „chuliganów”. Kryzysu nie dało się jednak ukryć, czego najlepszym dowodem było wprowadzenie w lipcu 1976 roku pierwszych kartek na cukier.

Brutalność rządu wywołała jednak coś pięknego – głęboką solidarność środowisk intelektualnych z robotnikami. Pisarze i prawnicy zaczęli pisać listy protestacyjne, a wieści o represjach dotarły za granicę. Najważniejszym i trwałym owocem tego poruszenia było powołanie 23 września 1976 roku Komitetu Obrony Robotników (KOR) m.in. przez Jacka Kuronia, Antoniego Macierewicza i Jana Józefa Lipskiego. Po raz pierwszy opozycja legalnie i systemowo zaczęła zbierać pieniądze, organizować pomoc prawną oraz medyczną dla prześladowanych robotników i ich rodzin. Choć w 1977 roku ogłoszono amnestię, to kamień milowy pod przyszłe zmiany w Polsce został już trwale podłożony.

W 50. rocznicę tamtych wydarzeń wspominamy prostą, ludzką odwagę. Robotnicy z 1976 roku udowodnili, że potrafią solidarnie stanąć ramię w ramię i powiedzieć „nie” niesprawiedliwości, zmieniając tym samym naszą historię.